Stronie Śląskie – hardcorowy triathlon!

źródło www.nklodzko.pl

źródło www.nklodzko.pl

Ostatni start w tri w tym sezonie. Cel padł tym razem na Stronie Śląskie gdzie były rozgrywane kolejne Mistrzostwa Polski na dystansie długim ITU (3-80-20). I nie byłoby nic dziwnego w tym dystansie ,gdyby nie fakt,że to teren górzysty…

Wjeżdżając na kilka dni przed startem w Kotlinę Kłodzką zaczęłam sobie zadawać pytanie na co się porwałam na koniec sezonu. Przecież doczynienia z górkami w ostatnich latach miałam tylko na Warmii ,jeżdżąc w rodzinne strony. Górkami?Raczej z małymi pagóreczkami. Więc jaki był główny powód zapisania się na te zawody?

Przyznam się ,że mało sportowy…

Otóż ostatni raz w Sudetach byłam w 1998 roku i od tamtego czasu nigdy nie było pretekstu żeby tam się wybrać. Zawsze było nie po drodze. Więc jak tylko pojawiła się informacja ,że odbędą się tam zawody to potraktowałam to jako bodziec do pojawienia się w tamtych rejonach. Czyli połączyłam przyjemne z pożytecznym ( przyjemne mam na myśli delektowanie okolicznościami przyrody , sam start to zdecydowanie do przyjemnych nie należał).

Lubię wyzwania i trudne trasy, a do takich ta w Stroniach Śląskich zdecydowanie należała. Organizatorzy zadbali żeby nie było nudno. Trzeba też przyznać ,że miasteczko jest ulokowane w bardzo malowniczym miejscu ,posiada ciekawe trasy szosowe i mtb. I raczej miejsce to nie docenione przez sportowców a raczej triatlonistów ,bo jak się okazuje basen od lat 90-tych nadal funkcjonuje( nie ma tłumów),jest i jezioro .Idealne miejsce na zrobienie sobie obozu letniego w zaciszu i z dala od ludzi.

Same zawody zaplanowano w zalewie w Starej Morawie. Dystans 3 kilometrów był rozegrany na czterech pętlach po 750m. I nie same pływanie było ciężki ale brodzenie w wodzie i mule na dnie wyciągały zemnie większość energii. Czas etapu pływackiego już tradycyjnie nie powalający :D. Wolę to przemilczeć. Ale chyba się już wszyscy przyzwyczaili ,że zabezpieczam tyły w pływaniu.

Po pływaniu przeszedł czas na bardzo wymagającą trasę kolarską. Z przewyższeniami na całej trasie kolarskiej ponad 1700 metrów .I wisienką na torcie -czyli w najtrudniejszych etapach były to 20 % nachylenie. Każda pętla ,a było ich aż pięć, rozpoczynała się 7 kilometrowym podjazdem,i długim ale technicznie wymagającym zjazdem.

żródło:www.trirun.pl

żródło:www.trirun.pl

Na każdej pętli zadawałam sobie pytanie: „po co mi to było, i za jakie grzechy mam się tak męczyć”. Ból na podjazdach rekompensowały widoki i zjazdy gdzie niestety na jedyne co było mnie stać to tylko jazda na luzie. Bardzo miłym aspektem było to ,że każdy zawodnik wzajemnie się motywował słowami otuchy na trasie. O draftingu na takiej trasie było mowy :). Czas pokonania 80 kilometrowej zajął mi prawie 4 godziny! Łącznie z pływaniem jestem już na trasie prawie 5 godzin.

http://sport-fotopress.pl

http://sport-fotopress.pl

Przede mną pozostał już ostatni 20 kilometrowy bieg. Każda 5 kilometrowa pętla to dla mnie walka o przetrwanie i myśli byle do końca. Nogi już ledwo przebierają jedna za drugą.Na szczęście wolontariusze i zawodnicy startujący na krótszych dystansach,którzy już mieli wysiłek fizyczny za sobą, na punktach żywieniowych dopingują mocno :). Do mety udaje mi się „doczłapać” po równych dwóch godzinach biegu!. Całość kończę równo w 7 godzin!

Po wiem tylko jedno !To była mordęga ,urobienie się po „pachy” fizycznie. Takiego bólu nie odczuwałam nawet na dystansie ironamna….Ból i jeszcze raz ból fizyczny,ból który chce się zapomnieć ale też mający coś w sobie ,że chce się to zrobić jeszcze raz!

Start w Stroniach Śląskich dorzucam trofeum 2 miejsce w kat K30-34.

Same zawody oceniam bardzo pozytywnie. Kameralna atmosfera i bardzo ciekawa i urozmaicona trasa spowodowały ,że jeżeli zawody zapiszą się na stałe w kalendarzu to moja obecność jest 100%.

Mam tutaj do rozliczenia się z górzystym terenem i czasem końcowym na mecie:). I śmiało można powiedzieć ,że to najtrudniejszy triathlon w Polce. Ten kto robił „ćwiartkę” w Radkowie ten będzie miał jakieś porównanie.

P.S

O wysiłku jaki miał miejsce tego dnia może świadczyć tylko tyle ,że po powrocie do hotelu po kolacji prysznicu padam dosłownie ze zmęczenia na twarz. O głębokim śnie nie było mowy bo organizm sam się budził co godzinę dając o sobie znać ,że jest wyczerpany i obolały.

Jednak co jest zadziwiające?

Na drugi dzień żadne zakwasy się nie pojawiły….

Zadziwiające nie jest to ,że po kolejnych zawodach odporność znów mi spada. Tym razem katar i zatkane zatoki:/. To już chyba jest tradycja….

To także kolejny dowód na to ,że przyszły sezon letni rozpocznę obozem przygotowawczym w górach:).