relacja z Ironmana


Warning: Illegal string offset 'width' in /home/fabrykak/domains/trening-czyni-mistrza.pl/public_html/wp-content/themes/franz-josef/inc/loop.php on line 894

IMG_2230                            Ironman

Jeszcze rok temu brzmiało dla mnie jak abstrakcja. W 2011 roku  po raz pierwszy wystartowałam w triatlonie na dystansie połówkowym. Szału nie było ale wówczas o treningu triatlonowym nie wiedziałam zupełnie nic. Wówczas też natknęłam się na youtube na filmiki z wyścigu na dystansie Ironmana. Pierwsze moje przemyślenie ? Trzeba być szalonym  żeby to zrobić. Ludzie którzy są zdolni do takiego wysiłku to kosmici. Bo przecież jak można  być w nieustannym wysiłku przez co najmniej 10 godzin? Szalone!

Lata mijały. Po roku z kontuzjami i mało poważnym podejściu do treningu w listopadzie 2013 roku padła decyzja. Chcę ukończyć triatlon na dystansie Ironmana. Wiedziałam ,że do systematycznego treningu może mnie zmobilizować tylko rozpisanie treningów przez innego trenera. I od tego czasu rozpoczęła się moja współpraca z Łukaszem Kalaszczyńskim.

CEL: UKOŃCZYĆ IRONMANA PONIŻEJ 13 GODZIN W ZDROWIU I DOBRYM SAMOPOCZUCIU:).

PRZYGOTOWANIA

Od listopada  systematyczny trening jakiego chyba nigdy w życiu nie prowadziłam:). Zimą akcent na budowanie bazy .3x basen, 3-4 x bieganie i rower albo trenażer ewentualnie jazda góralem. Do docelowego startu o prirytecie A  zrobiłam przetarcie na kilku imprezach biegowych i triatlonowych:

– marzec -pólmaraton-życiówka

-kwiecien-maraton-życiówka

-maj-triatlon -dystans olimpijski

-czerwiec- triatlon -1/2 Ironamana w Sierakowie-życiówka. Kołobrzeg -triatlon- 1/4 Ironmana

-lipiec-triatlon-1/2 Ironmana Szczecin

– sierpień-triatlon-Ironman Wolsztyn

Z każdym miesiącem od wiosny  liczba godzin na rowerze wzrastała. Im bliżej lata tym treningi  trwały i po kilka godzin. Jeden trening mi utkwił w pamięci. Lipiec, upał a u mnie meega długa zakładka. Wyszło 138 km jazdy rowerem plus 10 km biegu. To był przełom i pewność psychiczną ,że na pewno się uda ukończyć Ironmana.

Wolsztyn czyli dzień prawdy

Wolsztyn brzmi prawie jak Olsztyn:). A Olsztyn leży blisko mojej rodzinnej miejscowości Lidzbarka Warmińskiego. Dlaczego padło na Wolsztyn?A chociażby i dlatego,że to jeszcze nie droga impreza na tym dystansie. W sumie w Polsce mamy ich tylko trzy. Jeżeli chcemy wystartować w licencjonowanym Ironmanie  to niestety musimy też dużo więcej zapłacić i do tego niestety startować za granicą a co za tym idzie koszta wyjazdu i noclegu rosną. Mi szczęśliwie udało się pozyskać fundusze na wpisowe od Marty zajmująca się Mrs.Sporty.Samo miasto liczy ok 14 tyś mieszkańców. I jestem od wrażeniem ,że udało się stworzyć taką imprezę,która logistycznie jest bardzo trudna do organizacji.

W noc poprzedzającą start stres  dał znać o sobie i chyba z nerwów dała znać o sobie migrena. Na marginesie, to nie sądziłam ,że jestem aż tak nerwową osobą:). Tak więc ból rozsadzał mi czaszkę w skroniach do tego stopnia,że obudziłam się o godzinie 1 w nocy . Zasnęłąm dopiero po dobrej godzinie. O 4 rano pobudka i śniadanie. Bólu już nie było ale jednak czułam się nie swojo.5 rano wejście do strefy zmian i przygotowanie  sprzętu i ułożenie reszty rzeczy. Sprawdzenie  żeli  i odżywek. Godzina startu  przewidziana była na 6 rano. Niestety  padał deszcz i pogoda w sierpniu o tej godzinie nie była sprzyjająca. Na starcie stawiliśmy się w liczbie 60 osób. W tym my- 3 kobiety. Trasa  pływania bardzo ciekawa gdyż musieliśmy opłynąć wyspę:). Jeżeli chodzi o mnie to dałam ciała z okularkami. W zaparowanych  płynie się jak ślepiec. No cóż kosztowało mnie to kilka przystanków w celu ocenienia sytuacji i nawigacji. Sama taktyka pływania była nastawiona na spokojnie pokonanie dystansu. Z tego co przypominam sobie na treningach to po takim dystansie zawsze wychodziłam z bolącymi przedramionami. Tutaj na szczęście nic takiego nie wystąpiło. Zmierzając do brzegu patrząc na swoje samopoczucie byłam przekonana,że  dystans pływacki został skrócony gdyż czułam sie luźno i jakoś szybko mi to poszło…Czas pływania 01:26:59

Po pływaniu przyszedł czas na rower. 6 pętli dystans 180 km. Nigdy takiego dystansu jednorazowo nie pokonałam na rowerze.Na tresę wyruszyłam zapakowana w węglowodany. Żelki z dyskontu plus cola i inne odżywki. Pierwsza pętla bardzo spokojna i kontrolowana. Ale cały czas „nie swojo” się czuję.I tutaj znów się zaczęła odzywać głowa. Mimo systematycznego odżywiania na trasie czułam ,że jest coś nie tak. Głowa ciążyła mocno a nogi opadły z mocy. Z każdym kilometrem  coraz trudniej udawało mi się utrzymać na kierownicy. Jedynie o czym marzyłam to tylko położyć sie do łóżka! Ile ja wtedy bym dała żeby tak się stało. Myśl o kontynuacji wyścigu i dystansach jakie są jeszcze przede mną przerażały mnie. Zastanawiałam Się jak dam radę i czy w ogóle dam radę.Z pomocą przyszły mi tabletki przeciwbólowe rzucone na 3 pętli przez moją siostrę. Zanim zaczęły działać, trochę czasu potrwało. 120 km  w cierpieniu i bez mocy można spisać na straty.I kto by pomyślał,że od 140 km dopiero zacznę się rozkręcać. Ostatnie 4o km jazdy rowerem to można powiedzieć ,że przyjemność. Noga dopiero zaczęła „podawać’  a głowa już nie leciała bezwładnie na kierownicę.Czasu spędzonego na rowerze wolę nie podawać  ale co tam. Tyle czasu też można siedzieć na rowerze:).CZas 06:44:00.

IMG_2191 IMG_2131IMG_2134IMG_2129

 

 

 

 

 

 

BIeg:

Tutaj założenia były takie żeby pierwsze kilka km  zacząć swobodnie i wyrównać tempo. Oczywiście nie zapominając o odżywianiu. Schodząc z roweru pomyślałam że został „tylko”maraton:). Pierwsze kilometry szły po 5:30 /km. Całkiem sprawnie i luźno. Do pokonania było 8 pętli .Będąc na biegu  cały czas się zastanawiałam czy i w ogóle jeszcze nastąpi jakiś kryzys. Biegłam asekuracyjnie i zachowawczo,nie żałując sobie czasu na 2 toalety. Nie sądziłam też ,że organizm zachowa się tak spokojnie . Na trasie mijaliśmy się z zawodnikami z dystansu połówkowego i olimpijskiego. Dzięki temu  nie było nudno i rzutem oka było wiadomo kto na jakim dystansie biegnie. Zmęczenie po tylu godzinach już było wyczuwalne ale oczekiwałam na większe kryzysy. Maraton udało się pokonać w czasie 04:15. Po 12 i pół godziny  moim oczom ukazała się meta.Biegnąc ostatnią pętle czyli 5 km zaczęła do mnie dochodzić świadomość czego dokonałam.

IMG_2188IMG_2183

 

 

 

 

 

 

Wrażenia?

Hm powiem że szykowałam się na  mocniejsze doznania. Faktycznie start był  wykonany asekuracyjnie i z dużą rezerwą. Świadczy o tym fakt,że tydzień po starcie  pobiegłam w Olsztynie w zawodach na 5 km i czas uzyskany był w okolicach życiówki. Przygotowana byłam bardzo dobrze. Obyło się bez większych problemów i chęcią wystartowania na tym dystansie w przyszłym roku. Czuję niedosyt związany z rowerem. To był ten moment gdzie  nie byłam w stanie  jechać.

Teraz czas na roztrenowanie  , poszukiwanie pracy i planowanie kolejnego sezonu i życia prywatnego. Okazuje się ,że Ironman zmienia ludzi. Sądzę ,że mnie w jakimś stopniu też zmienił. MIanowicie jestem skłonna do dużych zmian  i zamknięciu kilku prywatnych spraw.