Triathlon 5150 Warszawa

13418912_627525294078059_2634691218424654271_nWARSZAWSKI START

5150 Warsaw Triathlon czyli nowa impreza triathlonowa w stolicy rozgrywająca się na dystansie olimpijskim bez drafitingu pod marką Ironmana.

Rywalizowaliśmy na dystansie 1500 m pływania , 40 km jazdy rowerem bez jazdy na kole, oraz biegu na dystansie 10 km .

Dla mnie start w tej imprezie to kolejny krok wykonany w kierunku docelowego startu na pełnym dystansie ,który odbędzie się w lipcu w Poznaniu. Nie ukrywam ,że podeszłam do startu bez tzw. „napinki”. Założyłam sobie ,że co wyjdzie na trasie to będzie dobrze a ja mam się dobrze bawić i jak ciało pozwoli i będzie się dobrze jechało to wcisnę w pedał i tyle. Najprostsze to rozwiązanie. A jak wiadomo najprostsze jest najlepsze. Bez kombinacji, założeń ,prędkości ,tempa i tętna:).

Dlaczego przyjęłam taką strategię?

Otóż 2 tygodnie temu w Sierakowie walczyłam na Mistrzostwach Polski w kategoriach wiekowych na dystansie ½ IM (1900m pływania/90kmrower/21 km biegu) .W Sierakowie wywalczyłam podium ,ale niestety start wyssał ze mnie tyle energii ,że przez kolejne półtora tygodnia walczyłam z zapaleniem krtani.,zapchanymi zatokami i dużym osłabieniem. Dla nie wtajemniczonych mój organizm po ekstremalnych wysiłkach jest bezbronny i łapię od razu infekcję.

Tak więc start w Warszawie miał się odbyć na zasadzie co będzie to i tak będzie fajnie:).

Start w Warszawie wymagał też dobrej logistyki ponieważ pływanie odbywało się 40 km od centrum miasta w Zalewie Zegrzyńskim a bieganie w centrum miasta. To oznaczało ,że jedna strefa zmian z rowerami była usytuowana niedaleko jeziora a druga ,rozpoczynająca bieg , na Placu Teatralnym . Organizator stanął na wysokości zadania i podstawił specjalne autobusy dowożące zawodników na start .

Tak więc dzień wcześniej z Siłką i Łukaszem odebraliśmy pakiety startowe i zawieźliśmy autem nasze rumaki do strefy zmian. Humory dopisywały ale mały stresik przedstartowy się pojawił. Wkleić foto. Szybki rzut okiem na jezioro i powrót do domów i swoich zajęć.

Odbiór pakietów ,dowóz rowerów i powrót do domów zajęło nam ponad 3 godziny. Nie wiem jak chłopaki ja natomiast postanowiłam resztę dnia przeznaczyć na odpoczynek. Tak więc pójście późnym popołudniem na odprawę techniczną już nie wchodził w grę.

Niedziela to wczesna pobudka ( oczy same otworzyły się o 4 rano).Spokojne śniadanie , kawka ,toaleta( znów matka natura mnie nie oszczędziła i zaplanowała na „te” dni wypaść zgodnie z kalendarzem;)) sprawdzenie plecaka czy wszystko jest i w drogę na start.

Na miejscu stawiamy się chwilę przed ósmą. Sprawdzenie roweru ,rzeczy w workach i przygotowanie pianki. Jeszcze tylko odstanie trochę czasu do toalety i szybkim marszem lecimy nad wodę.

Wybiła 9 godzina i zawodowcy wystartowali. Nas natomiast mieli puszczać w tzw. startach falowych ,czyli po kilkaset osób co 10 minut. Mieliśmy…..

Nie wystartowaliśmy bo pojawił się komunikat ,że jest podejrzany pakunek w strefie zmian. Czyli takie akcje tez dopadły triatlon. Oczywiście względy bezpieczeństwa najważniejsze ,więc musieliśmy poczekać godzinę aż wszystko zostanie wyjaśnione.

Tak więc start opóźnił się o godzinę. W międzyczasie była okazja porozmawiać z innymi zawodnikami ,a że pogoda była słoneczna to trochę to oczekiwanie na start mnie rozleniwił.

Ruszyliśmy , ja czyli czerwony czepek w pierwszej fali . Jak zwykle pływanie jest moim najsłabszym punktem w triatlonie. Mała pralka na początku ,przeciekające okularki i co chwila ktoś chwytający za nogi wymaga walki o pozycję w wodzie. Okularki co kilkadziesiąt metrów zalewają się wodą. No szlag mnie trafia! W końcu stwierdzam nie ma to sensu i płynę na jednym oku:P. Przetrwałam te 1500 metrów bez jakiegoś potwornego zmęczenia. Szybki sprint do strefy zmian i skok na rower.

40 kilometrów praktycznie płaskiej trasy w kierunku Warszawy. Pędzę ile dała fabryka w udach i całkiem nieźle to udo współpracowało. Mijam jedną ,potem druga i trzecią i kolejną kobietę na trasie. To oznacza ,że odrabiam straty zrobione na pływaniu. Udało się uzyskać czwarty czas wśród wszystkich kobiet . Średnia prawie 36 km/h a watów nie podam bo nie mam miernika mocy:P. Pod koniec dystansu lekko opadłam z mocy więc postanowiłam dać odpocząć i złapać siły na bieg.

www.sportografia.pl

Wjazd do strefy zmian , szybka zmiana obuwia i bieg po Krakowskim Przedmieściu i Karowej .Tu już doping kibiców niósł. Dużo znajomych twarzy głośno krzyczących motywował. Biegnę swoje z uśmiechem na twarzy i z przyjemnością. I znów mijam kolejne kobiety. Byle do mety i przed siebie.

13418790_1111966878860595_5322034389439376287_nWybieg na metę jak w Hollywood po dywanach. Przybijam piątkę spikerowi i przekraczam linię mety. Dostaję medal i nawet nie znam swojego wyniku:). Tak po prostu nie mierzyłam czasu .

Na mecie uściski ze znajomymi i wzajemne gratulacje za ukończenie zawodów. Samopoczucie mi podpowiada ,że to był dobry start. Nim się dowiaduję z jakim czasem i na jakiej pozycji kończę najpierw kilka słów do kamery:).

13413169_627525307411391_6663634534916463738_n

Po odebraniu worka z depozytu odczytuję sms-a z wynikiem …..

No i pięknie znów pudło !!!

Z czasem 02:30:57 udaje mi się zająć 2 miejsce w kat K 35.

Podbudowana i szczęśliwa bo w tak dużej imprezie udało się wskoczyć na podium.

Zawody niestety nie obyły się bez strat…

Na mecie okazuję się,że Siłka dostał w wodzie kopniaka i został pozbawiony zęba .Brawo za poświęcenie kolego.

13413711_525134531023791_2637118163514712641_n

Łukasz też z satysfakcjonującym wynikiem .

Brawo Wy . Trenerka jest dumna:)

A na koniec z ciekawości przeanalizowałam kolejno dyscypliny na którym miejscu byłam. Tak więc pływanie na 23miejscu ,rower 4 ,bieg 10 . Wszystko jak na dłni widać gdzie i nad czym trzeba popracować:).

Na koniec wisienka na torcie…

Reportaż http://sport.tvp.pl/25795017/5150-triathlon-warszawa-reportaz